Logo Kultura Paryska 17 lipca 2019
TEMATY
Odpowiedzialność za Europę. Jerzy Stempowski i Jerzy Giedroyc a Niemcy
Basil Kerski

Trudno pisać o dziele eseistycznym Jerzego Stempowskiego, nie myśląc o Jerzym Giedroyciu. Podobnie jak trudno sobie wyobrazić refleksje na temat znaczenia Instytutu Literackiego dla polskiej literatury i myśli politycznej, pomijając Stempowskiego, legendarnego Pawła Hostowca paryskiej „Kultury”. Stempowskiego i Giedroycia połączył zdecydowany opór wobec nowoczesnego nacjonalizmu, wobec endeckiej tradycji pojmowania Polski jako narodu etnicznego. Polska to dla nich nie tylko wspólnota pamięci i języka, ale także kultura czerpiąca z wielu źródeł kulturowych Europy Środkowej i Wschodniej. Kulturę polską Stempowski i Giedroyc rozumieli jako sumę spotkań narodów oraz wspólnot religijnych i etnicznych, które przez setki lat współtworzyły Rzeczpospolitą. Kultura polska to także obszar odpowiedzialności za wielokulturowe dziedzictwo centralnej i wschodniej części Europy. W negacji nacjonalizmu Stempowski i Giedroyc pojmowali swój patriotyczny obowiązek, ponieważ jako Polacy czuli się odpowiedzialni za los nie tylko swojego narodu, ale i całej Europy.

Stempowski i Giedroyc postrzegali siebie zarówno jako Polaków, jak i wschodnich Europejczyków. Ich spojrzenie na kulturę polską nie miało nic z nostalgii za utraconym, wyidealizowanym imperium, była naznaczona świadomością niebezpieczeństw wynikających z nacjonalistycznych ideologii: z postaw antagonizujących grupy etniczne czy wspólnoty religijne, ograniczające tożsamość człowieka do jednego, wyznaczonego przez autorytarnych polityków wymiaru, ograniczających historię do jednej słusznej interpretacji.

Patriotyzm jako postawa obrony uniwersalnych wartości

Timothy Snyder, amerykański historyk Europy Środkowej oraz znawca dzieła Jerzego Giedroycia, w niedawno opublikowanym eseju O tyranii, w którym podsumował doświadczenia XX wieku w formie dwudziestu lekcji dla naszej współczesności, dokonał próby określenia zasadniczych różnic między nacjonalistami a patriotami, podkreślając pozytywne cechy patriotyzmu. Wydaje mi się, że rozważania Snydera można użyć do określenia formy patriotyzmu środowiska Instytutu Literackiego. Amerykański historyk scharakteryzował nacjonalizm jako postawę oderwaną od świata realnego, gdyż jedyną prawdą nacjonalistów jest niechęć, jaką odczuwają, gdy patrzą na innych. Bezwzględne wartości, etyczne czy estetyczne, istnieją dla nacjonalistów jedynie względnie, dlatego Snyder charakteryzuje nacjonalizm jako postawę relatywistyczną. „Z kolei patriota chce – pisze Snyder – żeby naród dorównał wyznawanym przez niego ideałom, co oznacza żądanie, abyśmy byli jak najlepsi. Patriota musi liczyć się z realnym światem, który jest jedynym miejscem, gdzie jego kraj może zostać otoczony miłością i troską. Patriota wyznaje uniwersalne wartości i standardy, według których mierzy swój naród, zawsze życząc mu dobrze, a zarazem pragnąc, aby stawał się jeszcze lepszy”[1].

Patriotyzm jako postawa ściśle łącząca się z obroną uniwersalnych wartości, patriotyzm pojmowany jako ambicja, aby na tle uniwersalnych standardów naród rozwijał się z troską o otaczający go świat – taka definicja patriotyzmu trafnie określa postawę Jerzego Stempowskiego i Jerzego Giedroycia, ich spojrzenie na Polskę, jej kulturę i na Europę.     

Z tak ambitnej wizji patriotycznej, nie nacjonalistycznej, Stempowski i Giedroyc po II wojnie światowej – po zniszczeniu Europy Środkowej przez totalitaryzmy: hitlerowski i stalinowski –  próbowali na emigracji odbudować niezależną kulturę polską. Nie akceptowali sowieckiej okupacji Polski i podziału Europy. Niemniej antynacjonalistyczny patriotyzm zobowiązywał ich po wojnie także do krytycznego myślenia o zniszczonej przez Hitlera i Stalina II Rzeczpospolitej, państwie, które jako młodzi urzędnicy na wysokich stanowiskach współtworzyli. Giedroyc i Stempowski stawiali krytyczne pytania o przyczyny militarnej i politycznej klęski przedwojennego państwa polskiego. Skupienie się jedynie na zewnętrznych czynnikach, imperialnej agresji nazistowskich Niemiec i sowieckiej Rosji, ich intelektualnie nie satysfakcjonowało. Obawiali się, że zamknie to Polaków w postawie męczenniczej, w perspektywie jedynie ofiar, odbierze im obywatelską podmiotowość i oddali od zasadniczych pytań dotyczących kierunku odnowy polskiej kultury politycznej.

W nieumiejętności tworzenia państwa demokratycznego i socjalnego, szanującego prawa mniejszości narodowych Stempowski i Giedroyc dostrzegali najsłabsze strony odrodzonego w 1918 roku państwa polskiego. Z tej nieudanej próby budowy demokracji w Polsce, a także z fundamentalnego doświadczenia wojen światowych, zagłady i archipelagu GUŁAG starali się wyciągnąć wnioski dla rozwoju powojennej Europy, zastanawiali się nad fundamentami demokratycznej kultury politycznej Polaków, nad drogami do ponownego odzyskania  niepodległości przez Polskę.

Dialog z sąsiadami a odbudowa Polski

Jedną z dróg prowadzących do odbudowy demokratycznej Polski, do zapewnienia długofalowego pokoju w powojennej Europie było dla Giedroycia i Stempowskiego podjęcie dialogu z sąsiadami. Wysiłek znalezienia języka rozmowy z nimi o sprawach trudnych i o przyszłości był kluczem do myślenia o nowej wizji pokojowego ładu Europy.

Dziś łatwo pisać i mówić o dialogu polsko-ukraińskim czy o partnerskich relacjach między Polakami a Niemcami. Po II wojnie światowej – po Shoah, po zbrodniach Niemców na Polakach, po bratobójczym konflikcie polsko-ukraińskim, po stalinowskich przymusowych przesiedleniach Polaków, Ukraińców czy Niemców – przez długi czas trudna była jakakolwiek „normalna” rozmowa polityczna między narodami Europy Środkowej, czy to zbiorowa, czy między pojedyńczymi obywatelami. W komunistycznej propagandzie dużo miejsca zajmowała retoryka o pokoju i międzynarodowej przyjaźni państw obozu komunistycznego, ale dialog z sąsiadami był wielkim tabu. Nierozwiązane konflikty między Polakami a ich sąsiadami były dla komunistów cyniczną legitymizacją sowieckiej hegemonii nad Europą, instrumentem zabezpieczającym pax sovietica na wschód od Łaby.

W propagandzie PRL nie było miejsca na polsko-ukraiński czy polsko-litewski dialog, ponieważ narody wschodniej Europy jako elementy „wielkiej sowieckiej rodziny” przestały być samodzielnymi kulturowo czy politycznie bytami. Komunistyczna ideologia wykreśliła je z oficjalnej historii. Narody, które współtworzyły Rzeczpospolitą Obojga Narodów, pod krwawym przymusem bolszewickim „wtopiły się” w powstający komunistyczny naród Związku Radzieckiego. Polscy komuniści zaś za pomocą morderstw politycznych, wysiedleń i przymusowej polonizacji Niemców, Ukraińców czy Litwinów niszczyli resztki wielokulturowości polskiej, tworząc na wzór endeckiej, prawicowej ideologii etnicznie jednolite państwo.

Skutki tej polityki odczuwamy do dziś. W wyobraźni wielu Polaków dominuje pojmowanie Polski jako narodu etnicznego, a nie obywatelskiego, republikańskiego. Frazesami nacjonalistycznymi łatwo mobilizować dużą część Polaków. Słabo rozwinięty jest krytyczny patriotyzm, który potrafi z perspektywy mniejszości lub sąsiadów spojrzeć na polską kulturę, na historię. Niestety, ostatnie lata sporu na temat wyzwań wynikających z międzynarodowych migracji ujawniły także, jak słabo rozwinięta jest u wielu Polaków gotowość do spotkania z Innym, umiejętność odnalezienia się w wielokulturowej, wielowyznaniowej Unii Europejskiej.

Zablokowany po wojnie dialog z Niemcami

Polscy komuniści blokowali nie tylko dialog ze wschodnimi sąsiadami, ale także z Niemcami. Komunistyczna propaganda traktowała Niemiecką Republikę Demokratyczną (NRD), satelitarne państwo imperium sowieckiego, jako tę „lepszą”, komunistyczną część narodu niemieckiego. Z powodu sojuszu ze Związkiem Sowieckim NRD było przez propagandę komunistyczną traktowane jako państwo antyfaszystowskie, zatem nieodpowiadające za zbrodnie Trzeciej Rzeszy. Niemcy z NRD nie prowadzili z Polakami oficjalnego dialogu na temat niemieckich zbrodni. Odgórnie zadekretowano pojednanie, blokując rozwój niekontrolowanych przez władzę relacji między społeczeństwami. Taka polityka nie tylko nie wzmacniała więzi czy sympatii, lecz poglębiała nieufność między narodami.

Szczególnie w ostatnich dwóch dekadach istnienia imperium sowieckiego wielu niezależnie myślących Niemców z NRD – ludzi Kościołów, intelektualistów, artystów czy antykomunistycznych opozycjonistów – próbowało budować przeciwny wobec komunistycznej propagandy autentyczny dialog z Polakami, starało się angażować w proces pojednania, rozmawiać o trudnej historii. Jednak środowiska te były przez komunistów brutalnie zwalczane. Zwłaszcza po narodzinach Solidarności w 1980 roku władze NRD obawiały się, że wolny dialog między społeczeństwami spowoduje zarażenie wschodnich Niemców „antysocjalistycznym bakcylem solidarnościowym”.    

Republika Federalna Niemiec (RFN) była postrzegana przez propagandę PRL jako państwo wrogie, nawet wtedy, kiedy PZPR zabiegała o pogłębienie relacji politycznych i ekonomicznych z republiką bońską, na przykład w czasach urzędowania socjaldemokratycznych kanclerzy Willy’ego Brandta czy Helmuta Schmidta. RFN była przez cały czas istnienia PRL źródłem kultywowania  antyniemieckich stereotypów. Propaganda starała się szczególnie pogłębić poczucie zagrożenia u Polaków, promując mit „Drang nach Osten”: niszczącej naród polski ekspansji kulturowej i politycznej rzekomo „imperialistycznych” Niemiec.

Według („patriotycznej”) propagandy PZPR jedynie braterstwo z Moskwą, obecność wojsk sowieckich w Europie Środkowej gwarantowały integralność terytorialną PRL, zabezpieczały powojenną granicę polską nad Odrą i Nysą. Był to bardzo skuteczny mit, tym bardziej że zachodnia granica Polski kwestionowana była długo przez republikę bońską. Zachodnie Niemcy postrzegały polską granicę jako wynik ekspansji stalinowskiej, jako efekt okupacji przez wojska sowieckie Europy Środkowej. Trybunał konstytucyjny Republiki Federalnej Niemiec przed 1990 rokiem orzekał, iż jedynie międzynarodowa konferencja pokojowa może prawnie zatwierdzić powstałe na skutek wojny granice.

Powojenny polityczny i prawny spór o granice był wykorzystywany przez komunistów jako dowód na rewizjonistyczną postawę (zachodnich) Niemców. Podkreślano ciągle (za propagandą sowiecką), że podział Niemiec jest dobrą polityką ograniczającą rozwój polityczny i militarny Niemiec, gwarantującą zatem pokój w Europie oraz bezpieczeństwo w Polsce. Dopiero traktat graniczny między zjednoczonymi Niemcami a demokratyczną Polską z listopada 1990 roku ostatecznie zakończył spór wokół granicy nad Odrą i Nysą.

Wspomniałem już, jak bardzo komuniści bali się niekontrolowanych kontaktów między społeczeństwami NRD i PRL. Ta nieufność dotyczyła całego obozu sowieckiego. Granica PRL była tak ściśle kontrolowane, jakby była granicą zewnętrzną imperium sowieckiego, jakby oddzielała wrogie systemy polityczne. Narody Europy dzieliła nie tylko przebiegająca między obszarem wpływów sowieckich i demokracji zachodnich żelazna kurtyna, ale istniały także inne, komunistyczne żelazne kurtyny na wschód o Berlina: nad Odrą i Nysą, między Polską i Związkiem Sowieckim, czy też na południu, gdzie granica dzieliła Polaków od Czechów i Słowaków. 

Instytut Literacki ośrodkiem dialogu Polaków z sąsiadami

Przeciwko tej prowadzonej przez komunistyczny reżim izolacji Polski oraz przeciwko antyukraińskiej, antyniemieckiej czy antysemickiej propagandzie stanęli Jerzy Giedroyc i jego współpracownicy. Założony przez Giedroycia w 1946 roku w Rzymie Instytut Literacki postawił w walce z komunizmem nie tylko na bliskie relacje emigracji z antykomunistycznymi środowiskami w kraju, ale także, w równej mierze, na dialog Polaków z sąsiadami. Jak pokazuje dopiero niedawno opublikowany list Giedroycia do Aleksandra Bocheńskiego z 1946 roku, Redaktor nie chciał ograniczać swojej działalności politycznej do perspektywy polskiej, tylko spojrzeć na kraj z perspektywy europejskiej. Jego celem było budowanie nowych więzi Polaków z Europą. Giedroyc rozumiał, że tylko głęboka pokojowa przemiana całego kontynentu i sojusz europejskich demokratów dadzą Polakom w dłuższej perspektywie szansę na niepodległość. Tworząc Instytut Literacki, Giedroyc budował nie tylko niepodległy polski, ale zarazem europejski ośrodek nowoczesnej myśli politycznej. „Różnimy się może w tym, że ja zaczynam coraz bardziej myśleć w kategoriach europejskich, a nie wąsko polskich czy środowoeuropejskich, i że mam ambicję stworzenia sloganów nowej rewolucji, rewolucji antykapitalistycznej i antykomunistycznej jednocześnie” – pisał 24 września 1946 roku do Bocheńskiego, jeszcze przed ukazaniem się pierwszego numeru „Kultury”[2]

Realizując tę wizję, Giedroyc nie był całkowicie osamotniony, podobnie myśleli Zofia Hertz, Józef Czapski i Jerzy Stempowski. Dzięki tym przyjaciołom, a także dzięki takim autorom jak Czesław Miłosz, Juliusz Mieroszewski, Konstanty Jeleński czy Gustaw Herling-Grudziński Instytut Literacki stał się najbardziej aktywnym ośrodkiem współpracującym ze środkowo- i wschodnioeuropejskimi emigrantami, środowiskiem wspierającym niepodległościowe ambicje sąsiadów Polski.

ULB a Niemcy

Współpraca kręgu „Kultury” ze wschodnimi sąsiadami jest dziś mitem polskiej kultury. Tak zwana koncepcja ULB Giedroycia i Mieroszewskiego, to znaczy postrzeganie niepodległości Ukrainy, Litwy i Białorusi jako fundamentu bezpieczeństwa suwerennej Polski, stała się lejtmotywem polskiego dyskursu na temat polityki wschodniej. Odnoszę jednak wrażenie, że często politycy i eksperci powołujący się na koncepcję ULB zapominają o tym, iż refleksja na temat wschodnich sąsiadów Polski dla Giedroycia, Stempowskiego i Mieroszewskiego była elementem szerszego myślenia o przyszłości całego kontynentu, była nieodłączona od budowania pozytywnych relacji z zachodnią Europą, szczególnie z Niemcami. Niekiedy obserwuję nawet, że pogłębione relacje z obszarem ULB przeciwstawia się integracji europejskiej, aktywną politykę Polski na wschodzie – partnerstwu z demokratycznymi Niemcami. Idea ULB jest nawet wykorzystywana do kształtowania antybrukselskich czy antyniemieckich postaw.

Obserwuję z niepokojem, że opinia publiczna w Polsce nie docenia wsparcia  Giedroycia, Stempowskiego, Mieroszewskiego czy Czapskiego dla idei daleko idącej integracji europejskiej. Zapomniano także, jak ważną rolę odgrywały w myśleniu kręgu Instytutu Literackiego problem niemiecki i kwestia normalizacji stosunków polsko-niemieckich. W „Kulturze” problematyka ULB nie była odłączona od tematyki niemieckiej. To były dwie strony tego samego medalu. Jak trafnie zauważył prof. Piotr Mitzner, powinniśmy pisać o koncepcji „ULB-N” paryskiej „Kultury”.  

Sam Redaktor nie znał języka niemieckiego, niemniej wśród jego najbliższych współpracowników byli tacy ludzie jak Józef Czapski czy Juliusz Mieroszewski, którzy wychowali się w języku niemieckim. Jerzy Stempowski znał bardzo dobrze niemiecki, ponieważ jeszcze przed I wojną światową rozpoczął  studia w Niemczech i Szwajcarii. Znając język, mógł w latach 20. pracować w Berlinie jako korespondent prasowy Polskiej Agencji Telegraficznej. Poznał wtedy z bliska życie polityczne Republiki Weimarskiej.

Stempowski łączył w sobie znajomość kultury niemieckiej z zakorzenieniem w kulturach narodów wschodniej Europy. Był w środowisku „Kultury” obok Czapskiego tym współpracownikiem Redaktora, który po 1945 roku prowadził jednocześnie dialog z Niemcami i z narodami wschodniej Europy, szczególnie z Ukraińcami. W kontekście narodzin koncepcji ULB-N programowym dokumentem środowiska Instytutu Literackiego jest Dziennik podróży do Austrii i Niemiec Stempowskiego z jesieni 1945 roku. Jeszcze przed formalnym założeniem Instytutu Literackiego Giedroyc, jako oficer prasowy Drugiego Korpusu, zorganizował środki finansowe oraz dokumenty dla mieszkającego w Szwajcarii Stempowskiego, aby wybrał się po zakończeniu działań wojennych w podróż do Austrii i południowych Niemiec. Celem tej podróży było pozyskanie niezależnej opinii na temat sytuacji politycznej i humanitarnej Niemiec i Austrii po upadku Trzeciej Rzeszy. Giedroyc i Stempowski chcieli także zrozumieć myślenie Niemców po doświadczeniu nazizmu: Czy Niemcy, wychowani przez totalitarną faszystowską propagandę, byli gotowi do głębokich przemian kulturowych, czy rozumieli współodpowiedzialność za zbrodnie NSDAP? Jak głęboko zakorzenił się nazizm w Niemczech? Czy są tam sojusznicy dla odbudowy nowej demokratycznej kultury w Europie? To pytania, które towarzyszyły Stempowskiemu podczas jego misji niemieckiej, a także późniejszych podróży na północ od Alp.

Giedroycia i Stempowskiego interesowała również polityka aliantów, szczególnie ich współpraca ze wschodnimi narodami. Budziło ich niepokój przekazywanie przez zachodnich aliantów Ukraińców, Białorusinów czy Kozaków władzom sowieckim, co groziło deportacją do Związku Sowieckiego i często śmiercią. Dlatego jednym z głównych celów wyprawy Stempowskiego do Niemiec i Austrii jesienią 1945 roku było nawiązanie kontaktów z ukraińskimi uchodźcami i udokumentowanie ich losów.

Niemiecki dziennik podróży Stempowskiego ukazał się pod pseudonimem Paweł Hostowiec jako jedna z pierwszych pozycji Insytutu Literackiego w 1946 roku w Rzymie, jeszcze przed narodzinami miesięcznika „Kultura”. Książka ta jest dziś klasykiem reportażu polskiego. Legendarne są poetyckie fragmenty dziennika, w których na ruinach zniszczonego Monachium autor wspomina szum rzek ukraińskich. Przypomniał ten fragment w 1984 roku w ocenzurowanym pierwszym PRL-owskim wydaniu esejów Jerzego Stempowskiego, opublikowanym przez Znak, Wojciech Karpiński. Pełny tekst dziennika z 1945 roku nie mógł się ukazać przed 1989 rokiem, ponieważ był niewygodny dla komunistów. Pierwszy raz w III RP został opublikowany przez wydawnictwo Czarne Moniki Sznajderman i Andrzeja Stasiuka w 2001 roku w zbiorze esejów Stempowskiego zatytułowanym Od Berdyczowa do Lafitów.  

W powojennym niemieckim dzienniku Stempowski nie tylko upomina się o los Ukraińców, co było wielkim tabu w czasach PRL, ale jest także zainteresowany sytuacją humanitarną niemieckich cywilów. Krytycznie ocenia działania aliantów, stawia pytanie, na ile dywanowe naloty na miasta niemieckie, systematyczne zniszczenie całej tkanki historycznych metropolii, zniszczenie europejskiego dziedzictwa kulturowego było właściwą strategią prowadzenia wojny z Niemcami. Czy odpowiedzią na nazistowskie barbarzyństwo powinny być działania, które nie są zgodne z zachodnimi wartościami  – pytał Stempowski. Dla Hostowca ofiarami zniszczonych miast niemieckich byli nie tylko Niemcy, lecz także Europejczycy, którzy bronili cywilizacji europejskiej przed totalitaryzmami.

Mimo świeżych ran wojennych Stempowski potrafił pisać swe dzienniki bez cienia nienawiści, bez chęci rewanżu. Znając niemiecki, znając kulturę niemiecką, potrafił nie tylko nawiązać bezpośredni kontakt z Niemcami, ale także dzięki tym umiejętnościom dostrzec wśród Niemców postawy krytyczne, antynazistowskie i autorytarne. Stworzony przez niego obraz powojennych Niemiec ma przez to wiele odcieni, jest pluralistyczny. Stempowski potrafił podejść do kultury niemieckiej krytycznie, dokładnie wskazać w niej źródła totalitaryzmu i jednocześnie dostrzec potencjały, które będą służyć budowie nowej kultury demokratycznej. To w tamtym czasie, krótko po wojnie, bardzo rzadko spotykana perspektywa, traumatyczne doświadczenie prowadzonej przez Niemców wojny było jeszcze świeże. Jakość literacka oraz intelektualna wydanego przez Giedroycia w 1946 roku dziennika Stempowskiego jest tak wybitna, iż można uznać tę książkę nie tylko za wybitne dzieło literackie, ale także jeden z pierwszych po wojnie niezależnych tekstów, który stara się o zbliżenie między Niemcami a Polakami. Praca Stempowskiego jest kamieniem milowym na długiej i trudnej drodze dialogu polsko-niemieckiego.

Wspomniałem już o występujących w książce motywach ukraińskich. Pisząc jesienią 1945 dziennik podróży po Austrii i Niemczech, Stempowski równolegle pracował nad oddzielnym raportem dotyczącym powojennego losu Ukraińców oraz ukraińskich ugrupowań politycznych. Raport ten odnalazł w londyńskim archiwum Muzeum im. Generała Sikorskiego prof. Andrzej Stanisław Kowalczyk. W 2014 roku opublikował ten materiał w zbiorze esejów Stempowskiego[3]. Relacja z wizyty w ośrodkach ukraińskich w Niemczech to nie tylko wnikliwa analiza ukraińskiej sceny politycznej, ale także dokument nakłaniający polskie elity polityczne na emigracji do podjęcia rozmów z Ukraińcami. Stempowski wskazuje przestrzeń, w której można było – mimo dzielącego obydwa narody krwawego konfliktu – rozpocząć wspólny dialog skierowany przeciwko sowieckiemu najeźdźcy. Ten ukraiński dokument z podróży niemieckiej potwierdza, jak bardzo ważne były dla Stempowskiego i Giedroycia relacje Polaków z zachodnimi i wschodnimi sąsiadami.

Giedroyc bardzo cenił pierwszy dziennik podróży do Austrii i Niemiec Stempowskiego z 1945 roku. Jeszcze w Rzymie w 1947 roku wydał go po włosku, aby dotrzeć do zagranicznych kręgów intelektualnych. Kiedy jako młody, mieszkający w Berlinie współpracownik „Kultury” w połowie lat 90. odwiedziłem pierwszy raz Giedroycia w Maisons-Laffitte, Redaktor zachęcał mnie do lektury dzienników i prosił o pomoc przy wydaniu tego dzieła w języku niemieckim. Zależało mu także na niemieckim tłumaczeniu francuskich dzienników wojennych Andrzeja Bobkowskiego zatytułowanych Szkice piórkiem. Odczuwałem dużą satysfakcję, kiedy w 1998 roku udało mi się wydać pierwszy niemiecki tom esejów Stempowskiego, w tym dziennik podróży z 1945 roku, we współpracy z hamburskim wydawnictwem Rospo Verlag[4]. Wstęp to tego zbioru pod tytułem „Mój mistrz Jerzy Stempowski” napisał Jan Kott. Hamburska oficyna w 2000 roku wydała także po niemiecku wybór ze Szkiców piórkiem Bobkowskiego w tłumaczeniu Martina Pollacka. Eseistyka Stempowskiego weszła w obieg kultury niemieckiej, czego dowodem było wznowienie esejów Hostowca w legendarnym berlińskim wydawnictwie Kathariny Wagenbach-Wolff Friedenauer Presse[5]. Obydwa niemieckie wybory tekstów Stempowskiego ukazały się z moim posłowiem.

O tym, jak bardzo zależało Giedroyciowi na dialogu z Niemcami, świadczy wydany w 1984 roku przez niego niemieckojęzyczny numer „Kultury”, w którym znalazło się tłumaczenie Eseju dla Kassandy Stempowskiego. Redaktor był także żywo zainteresowany promocją myśli politycznej paryskiej „Kultury” w Niemczech. W roku 1999 udało mi się we współpracy z Instytutem Polskim w Lipsku zorganizować pierwszą konferencję naukową w Niemczech na temat dziedzictwa polskiej emigracji. Tuż po śmierci Redaktora we wrześniu 2000 roku ukazał się obszerny pokonferencyjny tom z tekstami m.in. Jerzego Pomianowskiego, Andrzeja Friszke, Andrzeja Stanisława Kowalczyka i Pawła Machcewicza[6]. Krótko przed odejściem Redaktora udało mi się poinformować go o ostatecznej treści tomu. Książka ta została poświęcona pamięci Jerzego Giedroycia.

Stempowskiego podróże do Niemiec

Podróż do Niemiec jesienią 1945 roku nie była jedyną misją Stempowskiego na zlecenie Giedroycia. Hostowiec jeszcze do lat 60. odbył kilka podróży jako wysłannik Instytutu Literackiego do zachodnich Niemiec i do Austrii. Po śmierci Stempowskiego Redaktor opublikował w 1971 roku wszystkie powojenne dzienniki niemieckie w pośmiertnym zbiorze esejów Od Berdyczowa do Rzymu.

Wydane przez Giedroycia dzienniki Stempowskiego to najważniejsze dzieło polskiej literatury powojennej dotyczące Niemiec przed upadkiem komunizmu. Powstały co prawda bardzo ciekawe reportaże Edmunda Osmańczyka, Mariana Brandysa, Mieczysława Jastruna czy Marii Dąbrowskiej z powojennych podróży do Niemiec, ale są to teksty napisane z perspektywy ideologii komunistycznej, albo pod jego presją. Choć można w nich odnaleźć wiele cennych obserwacji, jak na przykład w reportażach Brandysa, to jednak trudno je odczytać jako wyraz niezależnego, wolnego myślenia.

W paryskiej „Kulturze” innym znaczącym dziełem związanym z Niemcami są berlińskie dzienniki Witolda Gombrowicza. Niemniej problemem tych zapisków berlińskich jest to, iż autor nie znał języka niemieckiego, co pogłębiło w nim uczucie dystansu do społeczeństwa zachodnioberlińskiego. Dziennik Gombrowicza to raczej przejmujący zapis bolesnego powrotu pisarza do Europy Środkowej, do miejsca będącego tak blisko ojczyzny. To dzieło o Gombrowiczu, o losie wiecznego udchodźcy, o jego traumatycznych doświadczeniach, w mniejszym stopniu jest to oryginalny obraz kultury niemieckiej.

Stempowskiego interesowała co prawda niemiecka polityka, lecz bardziej pasjonowało go życie intelektualne i literackie powojennych Niemiec. W swoich dziennikach starał się opisać, w jakim stopniu odradzała się w Niemczech zachodnich kultura demokratyczna. W republice bońskiej dostrzegł  jedynego aktora politycznego na zachodzie, który w latach 50. i 60. miał zbliżone do polskiej emigracji interesy polityczne. Stempowski obawiał się, iż zachodnia Europa zaakceptowała podział kontynentu, aby żyć w pokoju. Zimna wojna zapewniała zachodnim demokracjom stabilność sfery wpływów, co dało im szansę na odbudowę, na rozwój gospodarczy. Polityczne ambicje wschodnioeuropejskich emigrantów tylko przeszkadzały. Jedynie podzielone Niemcy były według Stempowskiego zainteresowane zmianami powojennego status quo w Europie. Co więcej, tylko w republice bońskiej, u niemieckich intelektualistów i polityków, Stempowski dostrzegł autentyczne zainteresowanie głosem wschodnioeuropejskich emigrantów. Podział Niemiec był raną, od której nie mogli odwrócić uwagi, intensywnie obserwowali politykę, rozwój społeczeństw na wschód od Łaby.

Stempowski szukał w Niemczech także kontaktu z niemieckimi uchodźcami ze wschodniej Europy. Szybko zrozumiał, że nie jest to politycznie homogeniczna grupa, która składa się z samych rewizjonistów. Dostrzegł w nich cenne dla Polaków kompetencje kulturowe: zeinteresowanie Europą Wschodnią, znajomość kultur i języków słowiańskich. Stempowski rozumiał, że właśnie ci Niemcy, którzy utracili swoją ojczyznę na wschodzie, będą po wojnie ważnymi głosami w procesie pojednania polsko-niemieckiego.

W Stempowskim nie było, jak już wcześniej wspominałem, żadnej myśli rewizjonistycznej, marzenia o powrocie na utracone „polskie Kresy”, lecz była w nim chęć dialogu, porozumienia z sąsiadami. Być może właśnie dzięki takiej postawie potrafił podczas swoich podróży do Niemiec zauważyć, iż w podobny sposób jak on mogło myśleć wielu Niemców pochodzących ze wschodu, dla których pokój, dobre relacje z sąsiadami były wartościami nadrzędnymi. Stempowski nie dożył niestety kulminacji procesu pojednania, dialogu polsko-niemieckiego lat 70., 80. i okresu po 1989 roku. Zmarł w 1969 roku w Szwajcarii, krótko przed historyczną wizytą kanclerza Brandta w Warszawie w grudniu 1970 roku, kiedy rząd federalny zaakceptował politycznie nienaruszalność powojennej zachodniej granicy Polski.

Lata po śmierci Stempowskiego pokazały, jak trafnie odczytywał on dynamikę dialogu polsko-niemieckigo. Nie tylko pierwsza powojenna generacja Niemców, chcąc przeciwstawić się antydemokratycznej tradycji niemieckiej, coraz bardziej angażowała się od późnych lat 60. w działania na rzecz pojednania z Polakami, nie tylko niemieckie ofiary nazizmu, jak Willy Brandt, chciały odprężenia w relacjach polsko-niemieckich, lecz szczególnie artyści i intelektualiści związani z ziemiami na wschód od Odry i Nysy, tacy jak hrabina Marion Dönhoff, Klaus von Bismarck, Günter Grass czy Siegfried Lenz, stali się ważnymi protagonistami porozumienia. Tak jak to dostrzegł Hostowiec.

Przedwojenne dzieło Stempowskiego

W powojennych dziennikach niemieckich Stempowskiego odnajdziemy sporo refleksji historycznej, szczególnie dotyczącej czasów przedwojennych, okresu Republiki Weimarskiej i jej upadku. Jako były korespondent PAT-u w Berlinie Stempowski był znawcą przedwojennej polityki niemieckiej. Esej pod tytułem Pielgrzym, zainspirowany pobytem w Niemczech i Holandii zimą 1923/1924, oraz szkic Europa w 1938–1939 z lipca 1939 roku były dotychczas jedynymi znanymi dziełami literackimi Hostowca o Niemczech opublikowanymi przed II wojną światową. Przypomniał te eseje Jerzy Giedroyc w wydanym pośmiertnie tomie esejów z 1971 roku. Magdalenie Chabierze udało się w ostatnich latach dotrzeć do wielu dotychczas nieznanych przedwojennych artykułów i esejów Stempowskiego na temat Niemiec. Dzięki jej inicjatywie, wpieranej przez prof. Piotra Mitznera oraz dr Elżbietę Sobczak, szefową Wydawnictwa Naukowego Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, pierwszy raz mamy szansę zapoznać się z całą eseistyką niemiecką Jerzego Stempowskiego. Przedwojenne teksty, oprócz wymienionego Pielgrzyma, powstały bez wielkich ambicji literackich, co nie umniejsza ich wartości. Większość z nich to artykuły prasowe, komentarze polityczne i analizy. Niemniej imponują z dzisiejszej perspektywy swoją wartością intelektualną, trafnością analizy politycznej. Mało mamy w literaturze polskiej dzieł esistycznych, reporterskich, które przed II wojną światową zmierzyły się z losem Republiki Weimarskiej i narodzinami Trzeciej Rzeszy. Jedynie reportaże Antoniego Sobańskiego, Bernarda Singera i Zygmunta Nowakowskiego z wczesnego okresu Trzeciej Rzeszy zasługują dziś na uwagę, są także cennymi tekstami literackimi. Jednak skupiają się one jedynie na pierwszych latach po dojściu Hitlera do władzy. Twórczość Stempowskiego obejmuje szerszą perspektywę czasową, dokumentuje szczegółowo cały kryzys polityki niemieckiej od wczesnych lat 20. do czasów dyktatury Hitlera.          

Charakterystyczna dla przedwojennych tekstów Stempowskiego o Niemczech jest zasadnicza sympatia autora dla pierwszej niemieckiej demokracji. Niełatwo było po I wojnie światowej o taką perspektywę u Polaka, ponieważ zedydowana większość elit politycznych Niemiec, także liberalnych i socjaldemokratycznych, nie była gotowa zaakceptować powstałego na skutek porażki militarnej Niemiec niepodległego państwa polskiego. Niemiecki historyk Martin Borszat trafnie nazwał tę postawę „negatywną niemiecką polityką wobec Polski”. Republika Weimarska potrafiła rozpocząć proces porozumienia z Francuzami, a nawet nawiązać współpracę militarną i gospodarczą ze Związkiem Sowieckiem, ale nie umiała wypracować żadnej propozycji dialogu z Polakami.

Stempowski o tym dobrze wiedział, znał słabe strony niemieckich demokratów, ale rozumiał jednocześnie, jak fatalne konsekwencje będzie miał dla Polski upadek Republiki Weimarskiej. W swoich tekstach pisał oczywiście o polsko-niemieckich konfliktach, różnicach interesów, ale jednocześnie starał się wywołać u polskiego czytelnika lepsze zrozumienie dla dynamiki politycznej Niemiec. Swoje teksty Stempowski pisał jako zdecydowany przeciwnik komunizmu i nazizmu. Wcześnie dostrzegł bliskość polityczną wyznawców Hitlera i Stalina, co nie było wówczas oczywiste, fatalny sojusz NSDAP i komunistów na rzecz zniszczenia niemieckiej demokracji.

Polityczne sympatie Stempowskiego były skupione, podobnie jak u jego ojca – Stanisława Stempowskiego, na demokratycznym ruchu socjalistycznym i na liberałach. W tekstach Hostowca znajdziemy portrety politycznych protagonistów Republiki Weimarskiej, takich jak Friedrich Ebert, Gustav Stresemann czy Walther Rathenau. Żaden z nich nie potrafił otworzyć się na Polskę, co w konsekwencji osłabiło ich pozycje, dało szansę nacjonalizmowi. Po stronie polskiej także brakowało pomysłu na współpracę z Niemcami. Ani w obozie piłsudczykowskim, ani w obozie endeckim nie było chęci czy pomysłu na dialog z niemieckimi republikanami. Obydwa narodzone po I wojnie światowej państwa pozostały w stałym konflikcie, który zagrażał ich egzystencji. Ten brak dialogu polsko-niemieckiego jest bardzo dziwnym zjawiskiem, jeśli pomyślimy, że znaczna część Polaków w okresie międzywojennym mówiła po niemiecku, była wyedukowana w zaborach niemieckojęzycznych.

Przed II wojną światową nie było niestety klimatu politycznego na wykorzystanie tego potencjału kulturowego. Jedynie w tekstach Hostowca odnajdujemy próbę budowania konstruktywnej postawy wobec sąsiada. Stempowski był nią zainteresowany, ponieważ wierzył, iż tylko taka postawa mogła chronić Europę przed agresją nazistów i komunistów. Był zainteresowany sukcesem Republiki Wiemarskiej, nie tylko dlatego, że była dziełem socjaldemokratów i liberałów, ale także dlatego, że była państwem niechcianym przez znaczną część Niemców: przez wojsko, byłą cesarską arystokrację, byłych cesarskich urzędników, skrajnych nacjonalistów i komunistów. Od początku istnienia republiki Stempowski dostrzegał, jak duża jest grupa jej przeciwników, jak bardzo zagrożnym bytem politycznym jest pierwsza niemiecka demokracja.

Charaterystyczna dla tekstów Hostowca jest też krytyka polityki zachodnich aliantów wobec Niemiec. Stempowski nie tylko dostrzegał ciemne strony nałożonych reparacji, które obciążały rozwój demokracji niemieckiej, stały się problemem, który wzmacniał ekstremizm. Krytykował również u zwycięzców zasadniczy brak wizji budowania ładu pokojowego w Europie, takiej polityki, która wzmocni procesy demokratyzacji. W swoich analizach Stempowski stawiał ciekawą tezę, iż większość konserwatywnych polityków Zachodu nie była zainteresowana stabilnością Republiki Weimarskiej, ponieważ obawiała się sukcesu socjaldemokratów i liberałów, co zwiększyłoby atrakcyjność demokratycznych ruchów emancypacyjnych poza Niemcami. Stempowski wręcz obserwował istnienie konserwatywych, autorytarno-feudalnych postaw na Zachodzie, które sympatyzowały z autorytarnymi siłami w Niemczech. Stempowski w latach 30. sceptycznie odnosił się do polityki appeasementu, ustępstw Wielkiej Brytanii i Francji wobec Hitlera. Nie miał żadnych złudzeń co do celów polityki NSDAP, nie wierzył w kompromisy z Hitlerem.

Głos Stempowskiego w przedwojenych tekstach niemieckich brzmi jak przepowiednia Kasandry. W legendarnym szkicu Esej dla Kassandry przypomniał po wojnie dalekowzroczność Szymona Aszkenazego. Odnalezione przez Magdalenę Chabierę przedwojenne szkice niemieckie ujawniają kasandryczne cechy samego Stempowskiego.     

Lekcje europejskie Giedroycia i Stempowskiego

Stempowski w swoich esejach niemieckich podkreślał, że Republikę Weimarską nie obroniły zachodnie demokracje, ponieważ nie potrafiły myśleć długofalowo, definiując wspólne europejskie interesy na zasadach liberalnych, demokratycznych wartości. Po I wojnie światowej demokraci w Europie nie potrafili skutecznie działać ponad historycznymi podziałami, co dało szansę nacjonalistom. Nie udało się także zbudować sprawiedliwych społecznie sytemów gospodarczych w Europie, co wzmocniło komunistów i faszystów. Giedroyc i Stempowski dążyli do tego, aby Europejczycy wyciągnęli wnioski ze złych doświadczeń okresu międzywojennego, które doprowadziły do katastrofy. Dlatego tak żywo byli zainteresowani po 1945 roku myśleniem Europejczyków o przyszłości kontynentu, o budowaniu nowego, pokojowego ładu politycznego. Niemieckie eseje Hostowca są wyrazem tych wspólnych politycznych ambicji Giedroycia i Stempowskiego.   

Niniejszy esej jest posłowiem do książki: Jerzy Stempowski, Niemcy. Teksty z lat 1923–1965. Przygotowała do druku i wstępem opatrzyła Magdalena Chabiera; Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, Warszawa 2018.

Tekst publikujemy za zgodą Autora i Wydawnictwa Naukowego UKSW. Dziękujemy! 

www.wydawnictwo.uksw.edu.pl

[1] T. Snyder, O tyranii. Dwadzieścia lekcji z dwudziestego wieku, Kraków 2017, s. 114.

[2] S. M. Nowinowski, Jerzy Giedroyć w 1946 roku, Gdańsk 2018, s. 95.

[3] J. Stempowski, Relacja z wizyty w ośrodkach ukraińskich w Niemczech, w: tenże, , W dolinie Dniestru. Pisma o Ukrainie, Warszawa 2014, s. 282–302.

[4] J. Stempowski, Bibliothek der Schmuggler, Hamburg 1998.

[5] Tenże, Von Land zu Land. Essays eines Kosmopolen, Berlin 2006.

[6] Die polnische Emigration und Europa 1945–1990. Eine Bilanz des politischen Denkens der Literatur Polens im Exil, hrsg. von B. Kerski, Ł. Gałecki, Osnabrück 2000.

 

 

POWRÓT DO POCZĄTKU »