Logo du portail Kultura Paryska 7 avril 2020

„Kultura” na trudny czas w wyborze Wojciecha Karpińskiego

TYDZIEŃ 1

Dzień 1
Wacław Zbyszewski w eseju „Zagubieni romantycy, panegiryk - pamflet - próba nekrologu?” naszkicował w 1959 roku wizerunki ludzi skupionych wokół „Kultury”. I jest to, po przeszło półwieczu, nie tylko najbardziej błyskotliwy portret tej niezwykłej formacji, ale też nadal uderzający przenikliwością i rozległością horyzontów.

Dzień 2
Józef Czapski na wiadomość o śmierci Pierre'a Bonnarda, malarskiego bożyszcza swojej młodości, napisał do pierwszego numeru „Kultury”, wydanego w Rzymie w 1947 roku, artykuł, będący wyznaniem i wyzwaniem: „Raj utracony - jaki jest dziś, po kataklizmie lat wojny, sens sztuki?”

Dzień 3
Józef Czapski (pod pseudonimem Marek Sienny), „Groby czy skarby”, 1948, nr 5. „Szedłem przez Pont-Neuf. Była mgła, nie niebieska, jak często bywa w Paryżu, ale szara, prawie londyńska”. Niezwykły portret powojennego Paryża i wyzwanie powtórzone za Pawłem Valérym: od nas zależy, czy odkryjemy dokoła nas martwe groby, czy żywe skarby.

Dzień 4
Józef Czapski - „Proust w Griazowcu”, 1948 nr 12 i nr 13. Jeńcy polscy w sowieckim obozie usiłowali ratować swoje życie umysłowe i jego fundament - pamięć, opowiadając o tym, co najlepiej zapamiętali z życia na wolności. Czapski w ramach konwersacji francuskiej odtwarzał z pamięci powieść Prousta, fundamentalne dzieło o mechanizmach pamięci w kulturze Zachodu. Jego wykłady zostały opublikowane w przekładzie Teresy Skórzewskiej w „Kulturze” w 1948 roku. Zapadła o nich cisza na dziesięciolecia. Oryginał francuski wykładów ukazał się w 1987 roku. Ale to dopiero od publikacji nowego wydania po francusku w 2011, a zwłaszcza od wydania po angielsku w 2018 zaczęto coraz szerzej dostrzegać w tej małej książeczce jedno z najpiękniejszych dzieł europejskiego humanizmu.

Dzień 5
Józef Czapski – "Ja", Kultura 1949, nr 15, styczeń. Czapski zastanawia się nad dziennikami jako formą literacką. Była to przecież dla niego, prowadzącego dziennik przez całe życie, sprawa dosłownie podstawowa. W tym błyskotliwym szkicu buduje przestrzeń duchową literatury polskiej drugiej połowy XX wieku.

Dzień 6
Jerzy Stempowski, piszący na emigracji pod pseudonimem Paweł Hostowiec, w „Eseju dla Kasandry”, „Kultura” 1950, nr 6, zastanawia się, dlaczego zaczynając od Jakuba Burckharda wszyscy, którzy widzieli jasno rzeczy przyszłe, dręczeni byli poczuciem bezużyteczności ich wiedzy. Mieszkańcy współczesnej Europy powinni lepiej nauczyć się przewidywać skutki swych czynów, jeżeli chcą uniknąć kolejnych katastrof.

Dzień 7
Konstanty Jeleński zadebiutował w „Kulturze” esejem „Apokalipsa i perspektywa”, 1950 nr 12. Był już autorem świetnych artykułów dotyczących literatury czy socjologii, drukowanych w polskiej prasie wojskowej zaraz po wojnie, stanie się wkrótce najbardziej przenikliwym propagatorem pisarzy zbójeckich. Ten szkic dobrze oddaje apokaliptyczną atmosferę Europy tego czasu: „Smutek wynikający z pewności, że Ateny nie mogą trwać wiecznie, zrównoważony jest może świadomością, że kiedyś musi runąć również i perska tyrania”.

TYDZIEŃ 2
Dzień 8

Gombrowicz i Miłosz, 1951 nr 5.
Numer majowy „Kultury” z 1951 roku może być uznany za przełomowe wydarzenie w literaturze polskiej XX wieku: po raz pierwszy ukazały się tam nazwiska Miłosza i Gombrowicza. To jest spojrzenie dzisiejsze. Wówczas widziano w tych tekstach sensacje. Pojawienie się Miłosza było międzynarodową sensacją polityczną: dyplomata Polski Ludowej "wybrał wolność" na Zachodzie. Mniej interesowano się tym, że Miłosz był już wtedy uznawany za najwybitniejszego poetę swego pokolenia. Sam zresztą rozpoczynał programowy artykuł Nie słowami: "To, o czym opowiem, można nazwać historią pewnego samobójstwa". Dalsze lata dopisały tej historii wspaniały happy end. Publikacja Trans-Atlantyku było sensacją czy też prowokacją literacką: jak autor śmie tak prześmiewczo opowiadać o bolesnej przeszłości i jak śmie używać nieparlamentarnego słowa. Niektórzy dostrzegli językową wirtuozerię tej opowieści. Wkrótce publikacja Fragmentów z dziennika przyniesie inny ton i zapowie dzieło wyznaczające nowe drogi literaturze polskiej.

Dzień 9
Miłosz - Ketman, 1951 nr 7-8. Ogłoszony w letnim numerze „Kultury” z 1951 roku Ketman Czesława Miłosza to rozdział „Zniewolonego umysłu”. To była pierwsza książka Biblioteki Kultury, która wpadła mi w ręce, a precyzyjniej mówiąc, mojemu starszemu bratu Jakubowi. Było to wiosną 1956 roku. Pożyczył ją na jeden dzień od szkolnego kolegi. Czytałem Jakubowi przez ramię, szybciej przerzucał kartki. Opuszczałem więc ostatnie linijki… A jednak ta lektura pozostała w pamięci na zawsze. Następny raz dostałem „Zniewolony umysł” do ręki jesienią 1960. W ramach pedagogicznych eksperymentów odbywaliśmy w maturalnej klasie wycieczki. Byliśmy w piekarni, oglądaliśmy tartak, zaprowadzono nas do Biblioteki Narodowej. Zapytałem, czy są ograniczenia w dostępie do zbiorów. Każdy może korzystać na miejscu. Następnego dnia po lekcjach zjawiłem się w gmachu Biblioteki, jeszcze na Rakowieckiej. Chodziłem tam codziennie, sięgając po coraz bardziej nieprawomyślne tytuły, wśród nich był „Zniewolony umysł”. Po dwóch tygodniach powiedziano mi, że nie są to książki dla uczniów. Tak skończyło się moje indywidualne seminarium miłoszowskie.

Dzień 10
Gombrowicz - Dialog z Miłoszem, 1953 nr 9. Gombrowicz w Dzienniku prowadził dialog z Miłoszem, widział w nim pierwszorzędną siłę literatury współczesnej, ale rozróżniał między Miłoszem pisarzem "absolutnym", a Miłoszem pisarzem obecnego etapu, dającym się omotać rzekomym koniecznościom historycznym. Sam przenikliwie widział zadania artysty. Sztuka "albo pozostanie na wieki tym, czym była od początku świata, to jest głosem jednostki, wyrazicielem człowieka w liczbie pojedynczej, albo zginie. W tym sensie jedna strona Montaigne'a, jeden wiersz Verlaine'a, jedno zdanie Prousta są bardziej "antykomunistyczne" niż oskarżający chór, jaki stanowicie. Są swobodne - są wyzwalające". I miał rację: gdy po dziesięcioleciach władze komunistyczne pod presją zgodziły się wreszcie na integralną publikację Dziennika, cenzura skonfiskowała jednak owo zdanie o Montaigne'u wyzwalającym.

Dzień 11
Gombrowicz - Fragmenty z dziennika, ewokacja przeszłości, 1954 nr 5. W pewną niedzielę roku 1954 Gombrowicz spacerował po przeszywanej wiatrem Avenida Costanera w Buenos Aires: "Ten wiatr pseudo-jesienny porywa i mnie, i gna wraz ze mną - a zawsze w przeszłość - ma on przywilej wywoływania we mnie przeszłości, i nieraz godzinami poddaję się mu, siedząc gdzieś na ławce. Tam, przewiany, usiłuję dokonać rzeczy nad siły a tak upragnionej - nawiązać z Witoldem Gombrowiczem do epok niepowrotnych. Rekonstrukcji mojej przeszłości poświęciłem wiele czasu, ustalałem pracowicie chronologię, wytężałem pamięć do ostateczności szukając siebie, niczym Proust, ale nic się nie da zrobić, przeszłość jest bezdenna a Proust kłamie - nic, zupełnie nic nie da się zrobić…". Ten motyw daremnych wysiłków nawiązania kontaktu ze sobą ponad otchłanią czasu pojawia się w dziele Gombrowicza kilkakrotnie, opisy wewnętrznej niemocy przedstawione są z niezrównaną mocą słowa.

Dzień 12
Miłosz - Mittelbergheim, 1952 nr 6. W numerze „Kultury” z czerwca 1952 roku ukazały się wiersze Miłosza pisane już po decyzji pozostania na Zachodzie: Na śmierć Tadeusza Borowskiego, Faust warszawski, W praojcach swoich pogrzebani, o olbrzymim napięciu wewnętrznym, pełne resentymentu - do świata i do siebie, rozdarte. A na koniec tej serii wiersz jakby pisany w innej tonacji, mówiony innym głosem, mocno chwytający rzeczywistość i unoszony przez wizję, wiersz amulet na trudne czasy - Mittelbergheim, poświęcony Stanisławowi Vincenzowi i opisujący moment wewnętrznej równowagi odczutej w alzackim miasteczku, które już na zawsze zajmuje ważne miejsce na mapie polskiej poezji.

Dzień 13
Miłosz - Traktat poetycki, cz. I 1956 nr 6 (trzy pierwsze części) i cz. II 1957 nr 1-2 (część czwarta, końcowa). Ukazanie się Traktatu poetyckiego Miłosza najpierw w „Kulturze”, 1956 nr 6 i 1957 nr 1-2, następnie w wydaniu książkowym nakładem Instytutu Literackiego, Paryż 1957, stanowi datę o zasadniczym znaczeniu. Gdy w roku 2000 zastanawiałem się nad najważniejszymi dla mnie dziełami literatury polskiej w XX stuleciu, zacząłem od „Wesela" Wyspiańskiego (które wywodzi się jednak z wieku XIX), następnie był to „Dziennik” Gombrowicza oraz poezja Miłosza - „Traktat poetycki” najpełniej chyba wskazuje na jej bogactwo. I jest w nim fragment (wypisałem go sobie w czasie pierwszej lektury w Bibliotece Narodowej jesienią 1960 roku, mam ten zeszyt notatek z owych pamiętnych lektur do dziś) doskonale określający Miłoszowe poszukiwanie suwerennego głosu, pragnienie nowej dykcji - Bo tylko ona pozwoli wyrazić Tę nową czułość, a w niej ocalenie Od prawa, które nie jest naszym prawem, Od konieczności, która nie jest nasza, Choćbyśmy nasze nadali jej imię.

Dzień 14
Konstanty Jeleński - Bohaterskie niebohaterstwo Gombrowicza, 1957 nr 9. Szkic Jeleńskiego Bohaterskie niebohaterstwo Gombrowicza z września 1957 roku jest nie tylko błyskotliwą interpretacją Dziennika Gombrowicza, ale też doskonałą prezentacją sztuki pisarskiej Jeleńskiego. "Mimo że celem Dziennika jest odważne przedsięwzięcie natury moralnej, Gombrowicz wie, że jeśli się już wybrało słowo, ostateczną miarą odwagi i moralności jest styl. Na nic się nie zdadzą w literaturze najbardziej karkołomne doświadczenia wewnętrzne, jeśli nie towarzyszy im napięta, skupiona wola ich przekazania, osiągnięcia komunikacji".